niedziela, 12 lutego 2017

Rozdział pierwszy: Brownie


Cześć, cześć kochani ♥
Dzisiaj niedziela i bardzo współczuję tym co idą jutro do szkoły... ale ja mam ferie :D ♥  Dlaczego o tym piszę? Ponieważ :
a) będę nadrabiać zaległości jeli chodzi o czytanie innych blogów, bo ostatnio nie wszędzie byłam przez co jestem do tyłu :/ ale już to nadrabiam c:
b) Ola w końcu założyła instagrama pod nazwą @zlodziejka.stron i niedługo pojawi się trochę zdjęć
c) mam straszną ochotę na Brownie, więc jeśli zrobię to na pewno się o tym dowiecie i zostawię na blogu przepis.
Dzisiaj zapraszam was do poznania dalszych przygód przyjaciółek. Czy tytuł ma coś wspólnego do rozdziału? Co się stanie?
Jeśli nie czytaliście to tutaj znajdziecie prolog: <klik>
Miało być krótko a ja znów się rozpisałam :/

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Czemu się ciągle ruszasz? Usiedź chwilę w miejscu. Zrobię zdjęcia i już mnie nie ma. – „Świetnie, znowu gadam do motyli. Ciekawe co by powiedziała moja mama gdyby o tym wiedziała. Może, że brakuje mi przyjaciół?”
Wokół zaczęła lecieć melodia „Alleluja”. Dziewczyna spojrzała na kocyk gdzie wibrował jej telefon.
„No, nie zrobię tego zdjęcia”
- Halo?
- No cześć, Anyja. Spotykamy się dzisiaj? Moja mama zrobiła Brownie i stwierdziła, że nie mogę nawet na nie patrzeć. Ale … nie wspomniała nic o tobie. – Słysząc to Anyja uśmiechnęła się mimo wolnie, ale wiedziała, że Ev też się uśmiecha.
- Kocham Brownie. Jestem za 5 minut.
Wrzuciła telefon do torby. Złożyła kocyk i ruszyła w stronę domu. Droga była wydeptana, a wokół otaczały ją różnorodne kwiaty. Uwielbiała tu przychodzić. To miejsce dawało jej siłę, spokój.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam!- krzyknęła do motyla odchodząc.
„Muszę udać się do jakiegoś psychologa, to się robi dziwne”

***
Dzień był spokojny. Świeciło słońce, ptaki śpiewały, a na ulicy nie było ani jednego auta. Wszystkie ulice w tym mieście wyglądały bardzo podobnie. Domy były piętrowe, z daszkiem nad drzwiami wejściowymi, z przodu miały po dwa okna i były w pastelowych odcieniach.
- Dzień dobry- powiedziała z uśmiechem do taty Ev. – Co pan pan będzie robił?
- Cześć Anyja. Będę malować płot na czarno. – Wskazał 5 puszek czarnej farby i kilka rodzai pędzli. - Co powiesz na grilla? Markus pojechał po różne kiełbasy. Jakbyś chciała coś konkretnego to dzwoń do niego i składaj zamówienie.
- To pójdę ustalić z Ev co byśmy chciały. – I ruszyła po schodach do drzwi. Nagle się jednak cofnęła. - A czy pani Linda jest  w domu?
- Nie pojechała z Markusem, by dopilnować , żeby nie kupił żadnych „świństw”. Dobrze, że sam byłem rano w sklepie.- Uśmiechnął się i wrócił do malowania płotu. Dziewczyna również się uśmiechnęła. Pani Linda nie lubiła żadnych chipsów ani napoi gazowanych, ale jej mąż był jej przeciwieństwem. Gdy otworzyła drzwi, podbiegła do niej Nina suczka Ev. Anyja pogłaskała psa i ruszyła do kuchni. Na białej lodówce wisiała kartka z groźbą od Lindy do Ev, która mówiła o karze jeśli chociaż spojrzy na ciasto.
„Dobrze, że nie jestem Ev” – pomyślała po czym wyciągnęła lody, a z piekarnika ciepłe Brownie. Wyjęła dwie łyżki i ruszyła na górę. Były tam 3 pokoje i łazienka. Sypialnia Ev, garderoba i pokój gościnny. Anyja podeszła do różowych drzwi i zapukała. Słyszała jak przyjaciółka zrywa się z łóżka i biegnie do drzwi. Spojrzała na zdobycze przyjaciółki.
- Jesteś boska
- W końcu to ja. – Uśmiechnęła się triumfalnie- To co oglądamy? – powiedziała  z uśmiechem Anyja po czym usiadła wygodnie na łóżku. Przed nią leżał laptop. Na tapecie był napis : Jak spadło niech leży.
- Może Legion Samobójców?
- Okey. Możemy już zacząć jeść? Kocham to ciasto. A pro po jedzenia twój tata pytał się czy chcemy coś konkretnego na grilla i jeśli tak to mamy zadzwonić do Markusa.
- Nie mam ochoty na grilla. Obecnie myślę tylko o Brownie.
Wybuchły śmiechem. Gdy usadowiły się wygodnie na łóżku, zaczęły oglądać film i zajadać się ciastem.  Rozmawiały także o doborze aktorów oraz ujęciach.
- Evangelino West - z dołu dobiegł krzyk. Po chwili drzwi do pokoju Ev otworzyły się na roścież. – No moja droga, mam nadzieję, że jesteś gotowa na poniesienie – Mama Ev zastygła w drzwiach. Na łóżku widziała dwie dziewczyny, a ta siedząca tyłem do niej, właśnie wkładała jej córce porcje Brownie do buzi, po czym sama zaczęła jeść lody. Evangelina uśmiechnęła się przebiegle.
- Ale ja nawet nie dotknęłam tego ciasta mamo. Ja dotykałam lody, ale na nie zakazu nie miałam.
Linda odwróciła się od córki i zawołała ze złością:
-  Ollllly! Chodź tu!
Przyjaciółki spojrzały na siebie. Umiały ze sobą rozmawiać bez używania słów. Wystarczyły spojrzenia i uśmiechy.
„Będzie ciekawie”
„Zostawiłaś kawałek?”
„Leży na biurku”
Wróciły do oglądania filmu. Zanim tata Ev wejdzie na górę do domu miną trzy minuty. Z twarzy dziewczyn nie znikał jednak triumfany uśmiech. Lindzie zaczęły drgać ręce z zdenerwowania.  Harley Quinn właśnie zbiła szybę kijem.
- Co znowu? – zapytał bez ogródek. Najpierw zilustrował wzrokiem dziewczyny potem żonę. Ich uśmiechy i drżące ręce Lindy mówiły wszystko. - Dobre było?
- Bardzo. Uchwalamy, że najlepszy smak lodów do Brownie to straciatella.
- Lody też zjadłyście? – zapytał z irytacją. - Linda wyjdź stąd, ja tu sobie z nimi porozmawiam. Wyłączaj film. Już. – odczekał aż żona zejdzie na dół.
- Gdzie kawałek dla mnie?
- Na biurku. Lody leżą w lodówce termicznej.
- Pięknie rozegrane. Wiedziałem, że możemy na ciebie liczyć Anyja.
- Cieszę się, że mogę zjeść Brownie w takim towarzystwie.
Cała trójka zaczęła się śmiać. Po chwili we trojkę oglądali Legion Samobójców oraz kończyli ciasto. Gdy skończył się film, poszli malować płot.

***
- Ev możesz przynieść mi blaszkę po Brownie?
- Zaraz! Wiesz gdzie ją położyłyśmy?
Anyja pokręciła tylko głową. „Szukamy jej”. Po 5 minutach szukania, pokój dziewczyny wyglądał jakby przeszedł go huragan. Poduszki leżały wszędzie, papiery i długopisy pospadały z biurka. Przeszukały nawet szafę.
- Nie jest dobrze. Gdzie ona mogła się podziać?
- Nie wiem. Czekaj, chyba ją widzę.- Mówiąc to Anyja podeszła do biurka. Za niebieskim koszem na śmieci błyszczało się coś metalowego. Powoli wyciągnęła blaszkę, przygotowana na jakiś atak. Nic się jednak nie stało.
- Jak ona się tam znalazła?
- Nie wiem. Ale tu jest jakaś bransoletka, czekaj podam ci.
Nagle w pokoju zgasło światło. Piosenka przestała grać. Była cisza. Straszna cisza.
„To się nie dzieje naprawdę” –pomyślała Ev.
-Anyja? Anyja odezwij się…
 Światło zaczęło mrugać, a po chwili się pojawiło. Dziewczyna nie była jednak u siebie w pokoju…


Udostępnij ten wpis

2 komentarze :

  1. Oho naprawdę dzieje się. Olcia jest wspaniałe! ♥♥♥
    Uwielbiam Twoją książkę, jak ją wydasz chcę pierwsza i z autografem! :D
    Będę pisać to tak długo, aż dostanę XD ♥♥♥
    Kochana to jest cudne, wspaniałe i genialne! :D
    Aww, nie mogę się napawać każdym słowem XD
    Kurde, te zakończenia trzymają w takiej niepewności ..., chcę więcej! :D
    Pozdrawiam cieplutko i czekam na następne rozdziały! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje ♥
      postaram się :D
      proszkę poczekasz xD
      ojej, dziękuje ♥
      xD
      Również pozdrawiam ♥

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.